s. Zofia Zdybicka USJK (1928-2026)
Dar modlitwy
Artykuł pochodzi z miesięcznika "Msza Święta" nr 03, lipiec - sierpień - wrzesień 2026
Modlitwa to rzeczywistość tajemnicza, niepojęta, przewyższająca wszystko, co człowiek czyni. W modlitwie bowiem osoba ludzka „dotyka”, „poznając i miłując”, Najświętszego Boga. Jest czynnością świętą, przenoszącą człowieka w rzeczywistość Boską. Trudno wyrazić słowami to, co dzieje się w głębi duszy człowieka, gdy staje przed kochającym i kochanym Bogiem. Modlitwa to szczyt ludzkich możliwości. Człowiek nawiązuje duchowy kontakt z Niepojętym Bogiem, mówi do Niego i słucha Go. „Przebywanie z Bogiem”, „dialog z Bogiem”, „przedziwna wymiana” słów, a często duchowe przebywanie razem bez słów. Słowa zdają się być niewystarczające, gdy człowiek umysłem i ciałem,,dosięga” „Świętego Świętych”.
Niezmiernie trudno jest mówić o swojej modlitwie, czyli o swoim najgłębszym stosunku do Pana Boga. Człowiek pragnie to, co dotyczy przecież najdroższej tajemnicy miłości, zachować dla siebie. A poza tym wszystko, co powie, nie oddaje całej tajemnicy rzeczywistości jego osobistej relacji z Bogiem.
Zastanawiając się nad swoją modlitwą, dostrzegam, że na jej kształt wpłynęło wiele czynników, z których niebagatelna jest moja profesja zawodowa, która pozwoliła mi koncentrować się na dociekaniach, rozważaniach, na zgłębianiu relacji zachodzącej między światem, człowiekiem i Bogiem. Drugie ważne źródło kształtu mojej modlitwy wiąże się niewątpliwie z duchowością Zgromadzenia, do którego od lat należę.
Lata refleksji metafizycznej pogłębiły we mnie świadomość, że rzeczywistość, wszystko, co istnieje – świat, ludzie – wszystko pochodzi od Boga, przez Boga jest „pomyślane” i przez Niego „chciane” (ukochane). Moje istnienie, moje życie, istnienie całego świata jest przecież uczestnictwem w istnieniu samego Boga. Wszyscy jesteśmy „z Boga”, „na wzór Boga” i „dla Boga”. On jest Ostatecznym Źródłem naszego istnienia i Najwyższym Dobrem, do którego zdążamy i które jedynie zdolne jest wypełnić pojemność ludzkiego poznania i ludzkiej miłości. Już tu na ziemi żyjemy więc w środowisku Bożym. „Bo w rzeczywistości jest On niedaleko od każdego z nas. Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy […]. Jesteśmy bowiem z Jego rodu” (Dz 17,27-28). Nasze istnienie, całe nasze życie zanurzone jest w Bogu-Stwórcy. Metafizyka głęboko rozumiana przeradza się w kontemplację. A przecież dzięki łasce Chrystusa uczestniczymy także w życiu Trójcy Świętej – a więc żyjemy „we wnętrzu Boga”. Świadomość wszechogarniającej obecności Miłującego Boga – Ojca, Syna i Ducha Świętego ułatwia modlitewny kontakt z Kimś, Kto jest bliższy nam, niż my sami sobie, do Kogo duchowy dostęp możliwy jest w każdym miejscu i w każdym czasie.
Moja tajemnica wyróżniona, na której kontemplacji najczęściej się zatrzymuję, związana jest ze szczytowym momentem w dziedzinie zbawienia, w którym Chrystus dał wyraz najwyższego posłuszeństwa Ojcu i największej miłości do człowieka, „miłości do końca” – do konania i do śmierci na krzyżu.
Z biegiem lat dostrzegam, jak bardzo moja modlitwa się upraszcza. Świadomość, że Pan Bóg wszystko wie i że ostatecznie wszystkim kieruje dla naszego dobra, sprawia, że wszelkie moje prośby zawieram w jednej, by nieustannie wola Boża spełniała się w świecie, w Kościele, w Polsce, w Zgromadzeniu, w rodzinie, we mnie. Dla siebie także o jedno proszę, bym umocniona Bożą łaską, mogła zrealizować Bożą myśl mnie dotyczącą, bym mogła spełnić wyznaczoną mi przez Boga misję i bym w ostatniej chwili życia, łącząc się z Sercem Jezusa Konającego, mogła powiedzieć: «wykonało się»”.
W moim kontakcie modlitewnym na pierwszy plan wysuwa się przeogromna wdzięczność przede wszystkim za Dar Wcielenia i Odkupienia, dzięki którym sam Bóg stał się Największym Darem dla każdego z nas, i za to, że swoją miłość okazał w sposób najbardziej wyrazisty, oddając swoje życie, „abyśmy życie mieli” (1 J 4,9). W tej perspektywie wszystko nabiera charakteru wielkiego daru, a zwłaszcza dar życia oraz dar powołania do życia konsekrowanego w Zgromadzeniu oddanym Sercu Jezusa Konającego.
Dziękuję także Panu Bogu za wszystkich ludzi, których spotkałam w moim życiu, którzy pomagali mi zgłębiać wielkie tajemnice Boże, a swoim życiem uczyli modlitwy. Trzy osoby wysuwają się na pierwszy plan: moja matka – osoba o głębokiej religijności, bł. Urszula Ledóchowska, założycielka Zgromadzenia ss. Urszulanek Serca Jezusa Konającego, która w mistycznej wprost bliskości i nieustannej kontemplacji Serca Jezusa Konającego czerpała moc miłowania, promienną radość i żar apostolski wyrażający się pragnieniem i działaniem, by „wszystkim dać Boga”. Wreszcie dziękuję Panu Bogu za dar spotkania przed wielu laty Ojca Świętego [Jana Pawła II], człowieka wielkiej modlitwy, o czym mogłam się wielokrotnie naocznie przekonać, mając możność obserwowania jego trwania na modlitwie. Do niezapomnianych momentów w moim życiu należy uczestnictwo od czasu do czasu we Mszy Świętej odprawianej przez Ojca Świętego w jego prywatnej kaplicy. Wchodząc do kaplicy, już zastaje się w niej Ojca Świętego. Od pierwszego momentu doświadcza się jakiegoś duchowego żaru, który emanuje z białej, pochylonej przed Majestatem Najwyższego postaci człowieka, który w swoim umyśle i sercu zawiera wszystkie problemy i bóle całego świata i Kościoła i powierza je Panu w żarliwej modlitwie. Szczególnym przeżyciem jest Credo odmawiane z tym, który jest na ziemi opoką naszej wiary i którego posłannictwem jest umacnianie braci w wierze. Wspólnie z Ojcem Świętym odmawiane słowa nabierają jakiejś niewypowiedzianej mocy. Rzeczywistość wiary staje się jakby namacalna, odczuwalna. Moc jego wiary przenika do naszych umysłów i serc, umacnia naszą wiarę, budzi nadzieję.
[„Msza Święta” 3/2002]








